Bullshit w internecie, czyli jesteś tym co czytasz.

Jakość treści zamieszczanych w internecie spada. Są one mniej wymagające – zarówno dla czytelnika, jak i dla piszącego. Chcemy wiedzieć więcej, ale mniej dogłębnie. Wymieniamy się między sobą informacjami, ale jednocześnie coraz rzadziej je analizujemy i łączymy w całość, szukając pomiędzy nimi istotnych zależności. Przez to zaniedbujemy swój mózg i stajemy się po prostu głupsi. Dlaczego ten proces postępuje? Jak będzie wyglądała przyszłość?

Na wstępnie chciałbym zaznaczyć, że jakość treści w mediach oraz ich selektywność to bardzo obszerny temat. Dlatego też w tym momencie chciałbym się skupić na treściach zamieszczanych wyłącznie w internecie.

Każdy pisać może, trochę lepiej lub…

Pierwszym powodem obniżania jakości treści jest rozwój popularnego Web 2.0. Obecnie każdy może pisać. Nie ma praktycznie żadnego progu wejścia do tego, aby tworzyć własne treści. Sprzyja temu szybki rozwój mediów społecznościowych. To, że każdy z nas skończył liceum, gdzie napisał kilka wypracowań, nie uprawnia nas do zarzucania internetu swoimi „tworami”. Każdy z nas może biegać, choć nie każdy umie biegać i wie jak to robić prawidłowo. Zrobimy też przygotować obiad z użyciem przepisu i składników, ale nie będzie on smakował tak samo, jak ten przygotowany przez zawodowego kucharza. Podobnie sytuacja wygląda z pisaniem.
Nie sposób się kłócić ze stwierdzeniem, że to co czytamy wpływa na to jak piszemy. Na własnej skórze się o tym przekonuje. W sytuacji, gdy większość treści, które czytamy, są treściami napisanymi przez osoby podobne do nas, to nie ma szans na to, abyśmy się rozwijali. Więcej na ten temat możecie przeczytać we wcześniejszym wpisie – Blogerzy a reszta świata

Jak zawsze chodzi o pieniądze

Modele biznesowe, które się rozwinęły w internecie również mają olbrzymi wpływ na jakość treści. Wydawcy (portale, blogi) chcą jak najwięcej zarobić. Reklamodawcy dążą do tego, aby – za jak najmniejszą kwotę – ich reklamy zostały dostrzeżone przez jak największą liczbę klientów. Sieci afiliacyjne płacą wyłącznie za kliknięcia. Rzekomy kryzys jest wymówką dla mniejszych wydatków na reklamę. Wszystko to powoduje, że rozwija się pageview journalism, czyli pisanie mające na celu zwiększenie liczby wyświetleń danej strony, portalu lub serwisu. Szczególnie widoczne jest to na czołowych serwisach takich jak onet.pl, gazeta.pl, wp.pl czy interia.pl. Warto też zaznaczyć, że wysokie wyniki odwiedzin zawdzięczają w dużej mierze usłudze poczty elektronicznej a nie wartościowym treściom.
Wydawcy wyrzekają się swojej misji edukowania społeczeństwa, kreowania poglądów. Aby utrzymać rentowność serwują to co internauci chcą, czyli łatwą w przyswojeniu papkę, zlepek przypadkowych informacji.

System edukacji nie pomaga

Również edukacja w szkołach, na wszystkich szczeblach, nie sprzyja poprawie sytuacji. Nie wiem, prawdę mówiąc, jak wygląda obecnie program, liczba i rodzaj zajęć, ale czuję, że nie za wiele się zmienił w tym zakresie od momentu gdy skończyłem liceum. Było to 10 długich lat temu. W tym czasie świat zmienił się w olbrzymim stopniu poprzez rozwój internetu. Obecni nastolatkowie żyją inaczej, są już twórcami treści. Co ważniejsze oni te treści chcą tworzyć! Czy ktoś z Was słyszał o przedmiotach, które uczą tego jak poruszać się w internecie? Jak szukać treści? Jak je przygotowywać? Jak dbać o swój wizerunek i prywatność w internecie? Zapewne nie więc, „karny k…” dla Ministerstwa Edukacji należy się zasłużenie.

Jaką widzę przyszłość treści w internecie?

Będzie postępował podział na treści wyjątkowo dobre, wartościowe i te płytkie, zapychające mózg bullshitem. Oczywiście odbiorców tych pierwszych będzie zdecydowanie mniej. Niestety, nie ma szans pokonać i zmienić modelów biznesowych i poprawić procesu edukacji w krótkim czasie. Zawód dziennikarza stanie się elitarnym, a osoby z umiejętnością nie tylko pisania, ale również przekazywania informacji w zrozumiały sposób nie będą miały problemu z zatrudnieniem. Przetrwa tylko kilka tytułów prasowych, zarówno tych specjalistycznych jak i tabloidów. Nie jest niczym odkrywczym, że to przetrwanie zależeć będzie od tego jak uda im się przenieść treści z papieru na ekrany monitorów (tych dużych i małych). Tytułom specjalistycznym, serwującym dobrą i pogłębioną treść powinno się udać zmodyfikować model biznesowy poprzez wprowadzenie płatnych treści. 

Jak w nowej rzeczywistości odnajdą się blogerzy? 

 

Zaczną w większości przegrywać z dużymi tytułami. Część blogów zamieni się w serwisy skupiające kilku piszących. Wielu blogerów dołączy na stałe do zespołów redakcyjnych znanych tytułów. Największą popularnością będą się cieszyły blogi pisane przez doświadczone osoby, mentorów, którzy swoich osiągnięć nie zawdzięczają blogowaniu, ale wieloletniej pracy i dzięki temu mogą się poszczycić konkretnymi sukcesami…

Czy Waszym zdaniem przyszłość będzie wyglądała inaczej? Dajcie znać w komentarzach.
Nie zapomnijcie też o polubieniu Why so social na Facebooku!

Zapraszam też na grupę „Biznes to rozmowy” na LinkedIn.

Jak działa szeptanka?

Popularna „szeptanka” to największe zło, o jakie można oskarżyć agencje interaktywne lub zajmujące się komunikacją w mediach społecznościowych. Oskarżenia o prowadzenie tego typu działań padły już na Socializer w związku z aferą na fan page’u Play oraz faceADDICTED działającego dla Kancelarii Premiera. Nie chce nawet dochodzić czy oskarżenia są słuszne. Mam nadzieję, że nie. Jednak warto powiedzieć czym jest i jak działa dobra„szeptanka”. Po pierwsze: jest nie do wykrycia…

Najpierw słowem wstępu należy wyjaśnić czym owa „szeptanka” jest. Otóż w największym skrócie jest to zamieszczanie w internecie przychylnych marce komentarzy przez fałszywe profile udające realnych użytkowników.Dlaczego warto to robić? Ponieważ przed decyzją zakupową internauci szukają informacji na temat produktu bądź usługi w internecie. Co więcej, zwracają uwagę na komentarze i rekomendacje od innych użytkowników, uważając je za bardziej wiarygodnie niż te pochodzące ze strony producenta (badania Nielsena na temat zaufania konsumentów).

Co pewien czas wycieka do internetu taki „kwiatek” jak na poniższym obrazku, ale nie oznacza to, że nie ma agencji, firm, które potrafią robić to profesjonalnie – tak wiem, to słowo jest nie na miejscu w tym kontekście ;-)

Więc jak wygląda „profesjonalna szeptanka”? Co trzeba zrobić, aby była nie do wykrycia? Jak uniknąć wpadek jak ta powyżej? Narażając się połowie branży zdradzę parę sekretów.

Hodowanie profili

 

Jak widać na powyższym wpisie, został on zamieszczony przez nowy profil – jest to jego pierwszy ślad na danym forum. Agencje specjalizujące się w „szeptance” nigdy nie popełniają takich błędów. Najpierw zakładane są konta na wszystkich popularnych stronach, forach internetowych czy portalach społecznościowych. Każde konto jest szczegółowo opisane w ogólnodostępnym dokumencie (login, hasło, płeć, wiek, zainteresowania, styl pisania – o tym w następnym punkcie). Co więcej często do takiego konta są dodawane tak szczegółowe informacje jak krótkie bio zawierające imiona fikcyjnych dzieci lub tym podobnych rzeczy! Następnie przez przynajmniej parę tygodni takie profile „wypowiadają” się na różne tematy na danym forum. Raz o pogodzie, raz o miłości, ale zawsze zgrabnie unikając tematów produktowych. Można to nazwać „hodowaniem profilu”, dzięki któremu uwiarygadnia się nie tylko w oczach prawdziwych użytkowników forum czy serwisu, ale również moderatorów.
Liczących się stron, for internetowych czy serwisów społecznościowych jest w Polsce przynajmniej 200. Na każdym z nich są zakładane przeciętnie 4 profile – 2 żeńskie, 2 męskie. Daje nam to bazę przynajmniej 800 fałszywych kont, na których pracuje agencja…

Styl wypowiedzi

 

Pierwsza zasada głosi, że wpisy w „szeptance” nie mogą być napisane idealnie. Większość internautów nie używa wielkich liter, gubi przecinki, robi błędy ortograficzne. A już na pewno nie pisze nazw marek wielkimi literami. Niektórzy, zwłaszcza ci młodsi, używają kilku emotikonek w jednym zdaniu ;-) To wszystko jest również uwzględniane podczas „hodowania” profili. Z góry zakłada się, że profil podający się za 45 latka będzie używał wielkich liter zaczynając nowe zdanie, a profil 16 letniej dziewczyny robi błędy ortograficzne i nadużywa uśmiechniętych buziek.
Ważne jest też, aby wprost nie zachwalać produktu czy usługi. Raczej się o nich wspomina, zadaje pytania, prosi o porównania. Powiedzmy sobie szczerze – mało kto w Polsce sam z siebie wchodzi na forum internetowe i coś zachwala.

Scenariusze

 

Jeśli agencja posiada już zbudowaną bazę „wyhodowanych” profili może sobie pozwolić na tworzenie scenariuszy, czyli rozmów między fikcyjnymi profilami. Zazwyczaj wygląda to tak, że jeden profil zadaje pytanie, a drugi po upływie paru godzin (żeby nie wzbudzać podejrzeń) udziela odpowiedzi. Często jeden z profili ma uwagi do promowanego produktu, które rozwija inny. Zdarza się, że w scenariuszu biorą udział więcej niż 2 profile. Często do takiej sztucznej dyskusji dołączają prawdziwi użytkownicy, dzięki czemu otrzymujemy efekt „kuli śniegowej”.
Ważną rzeczą jest internet, który wykorzystuje agencja. Musi on mieć zmienne IP za każdym zalogowaniem. Jest to podstawa, ponieważ wyczuleni moderatorzy sprawdzają IP profili. Dziwnie wyglądałoby, gdyby dwie nieznające się osoby dyskutowały na pewien temat i posiadały takie same adresy IP.

Skala problemu

 

Załóżmy, że w Polsce istnieje około 10-15 agencji tworzących „szeptankę”, która jest niemal niemożliwa do wykrycia. Każda z agencji posiada bazę przynajmniej kilkuset „wyhodowanych” profili, z czego większość zamieszcza przynajmniej jeden wpis lub komentarz dziennie. W sumie daje to kilkadziesiąt tysięcy fałszywych komentarzy miesięcznie zamieszczonych w polskim internecie. Nie liczę już nieudolnych freelancerów, studentów czy agencji, których przykład działań zamieszczony jest powyżej.
Najintensywniej z „szeptanki” korzysta branża farmaceutyczna, kosmetyczna, elektroniczna (AGD i RTV). Dlaczego balansują na ostrzu obosiecznego noża jakim jest ten rodzaj działań marketingowych? Odpowiedź jest prosta: bo inni też to robią i nie możemy pozwolić im uzyskać przewagi. Wniosek? „Szeptanka” działa i sprzedaje.