Blogosfera 2014

Blogosfera 2014

Jaka będzie blogosfera w nadchodzącym roku? Jakie trendy będą dominowały? Sądzę, że „boom” obserwowaliśmy w mijającym roku. Dlatego też trendem numer jeden będzie profesjonalizacja osób piszących blogi w Polsce.


Dokona się ona w dwojaki sposób. Po pierwsze przez większą kulturę biznesową, po drugie przez znikanie małych blogów pisanych przez osoby, które niekoniecznie mają coś ciekawego do przekazania.
Przykładów tego, jakich ofert do blogerów nie wysyłać, jak reagować na rzekome kryzysy i tym podobnych sytuacji mieliśmy sporo. Jeśli to nie przyniesie pozytywnych skutków, to naprawdę może się okazać, że żyjemy w świecie idiotów i ignorantów.  No bo ile można popełniać te same błędy? Oczywiście znajdą się jakieś oszołomy, które będą chciały z MLM wskoczyć ze swoim optymizmem w blogosferę, ale sukcesu im nie wróżę.

Zmniejszy się liczba aktywnych blogerów

W końcu do dużej części dotrze, że nie chodzi tylko o to, żeby szczekać głośno. Przestanie im się chcieć walczyć o te parę tysięcy odwiedzin miesięcznie jak przez pół roku nie dostaną giftu na wyższym poziomie niż paczka wafelków za 5 PLN. Będzie też wąż w kieszeni, więc na swojego blogaska nie wydadzą pieniędzy. No i Facebook, który upierdolił zasięgi… Oczywiście nie wszyscy od tego ucierpią, ale duża część popłacze się nad swoimi statystykami.

Do serwisu wstąp!

Wielu dokona chłodnej kalkulacji i wybierze pracę w jakiejś redakcji mniej lub bardziej znanego serwisu. Przynajmniej będą mogli liczyć na stałą wypłatę co miesiąc. No bo jaki zawód zyskujemy dzięki blogowaniu? Teoretyka szczekacza? Mistrza samolansu? Jedyne na co możemy liczyć to właśnie praca w serwisie, którego tematyka jest zbieżna z naszą działką.
Oczywiście nie stanie się to raczej w przypadku blogerów z dużymi zasięgami. Z bardzo prostej przyczyny – nikt im nie zapłaci więcej niż mają. Poza tym autonomia i niezależność to przywilej, który nie jest tani.

Zjednocz się albo zgiń.

Bloger jest subiektywny, bloger więcej może… Nieprawda. Ma mniejsze zaplecze i zasoby niż redakcja. Przy przekroczeniu pewnego progu nie ma bata, żeby utrzymać treść na wysokim poziomie i jednocześnie ogarniać sprawy biznesowe wokół bloga. Nie wspominając już o dotarciu do szerszego grona czytelników.
Dziwi mnie dlaczego 3 główne blogerki modowe nie połączą sił i nie stworzą jednego serwisu. Przecież miałby wtedy szansę na wejście do tabel Gemiusa na wysokim miejscu. Z samych afiliacji i display’u zarabiałyby kilkadziesiąt tysięcy miesięcznie do podziału plus gifty i akcje specjalne.
Technologiczni to ogarnęli i raczej mają się dobrze.

Schemat jest prosty – więcej wpisów to więcej odwiedzin. Więcej odwiedzin to większy zarobek. No ale nie rozdwoimy się przecież! Dlatego też spodziewam się, że niektórzy blogerzy i blogerki postanowią połączyć siły pod jednym URLem. W sumie to mam taką nadzieję, mniejszy bajzel w RSS. Wyobrażacie sobie sytuację, w której Opydo pisze u Kominka? ;-) Zobaczymy kogo przywiązanie do własnego nazwiska pociągnie na dno…

Śmierć copy-pastów

W 2014 roku trzeba będzie tworzyć wyjątkowe treści. Słodkie pierdzenie, które jest zlepkiem pierdzenia innych blogerów tyłka już nie uratuje. Dobry wpis będzie się opierał nie tylko na rzetelnej i sprawdzonej wiedzy, wykazaniem się ponadprzeciętnymi umiejętnościami ale również na unikatowym komentarzu i analizie faktów. Skończy się wrzucanie luźno ze sobą związanych przemyśleń. Czytelnicy nie będą mieli czasu na czytanie takich bzdetów, będą żądali konkretów.
Zwycięsko z tej batalii wyjdą ci blogerzy, którzy postawią na swój rozwój, zdobywanie wiedzy. Na przykład kulinarni pójdą do szkół albo na kursy, modowi również, marketingowi wezmą się całościowo za digital a nie tylko będą się masturbować przy social media.

Spik in inglisz

W końcu któryś z blogerów wyjdzie poza granice kraju. Pierwszą jaskółką jest Wardęga, którego staty na Youtubie dostały niezłego kopa po dostaniu się filmu z Gandalfem na Mashable (przebił Niekrytego i ma najwięcej subów w Polsce). No ale poza „You shall not pass” za dużo angielskiego to nie uraczymy w jego filmach. Dlatego pewnie jest mu łatwiej. Obstawiam, że jako pierwsze za ocean dotrą blogi technologiczne i marketingowe.

::

Mam nadzieję, że za rok lub dwa jednym z takich blogów/serwisów będzie właśnie Why so social. Tak, wiem – karkołomny cel sobie postawiłem. Jednak pokorne pisanie na zasadzie „a może ktoś z Facebooka przeczyta”, nie wróży nikomu świetlanej przyszłości.
Wykorzystując wolny czas w święta spiszę harmonogram i wstępny plan rozwoju Why so social. Jednak już teraz zapraszam do kontaktu osoby, które zechcą tworzyć trzon redakcyjny nowego, polskiego Mashable ;-)

::

Wesołych lajków i udostępnień :*

#darylosu a blogerzy

Znowu wybuchła aferka z blogerami w tle, więc skorzystam z tego, aby przed końcem roku nabić sobie odwiedzin. Podobnie zresztą jak Newsweek, który ją wywołał… A tak na poważnie to mamy święta i kurierzy mają pełne ręce roboty – zwłaszcza w czasach mody na #darylosu. Skąd ona się bierze?


Są tego dwa powody. Pierwszy to nic innego jak chęć manipulacji. Świadomej lub nie, ale jednak, ponieważ dawanie jest jedną z jej najskuteczniejszych form. Otrzymując prezent większość z nas odczuwa chęć rewanżu, czyli zrobienia czegoś dobrego osobie, od której ów prezent otrzymaliśmy. Objawia się to przez większą szansę spełnienia prośby (reguła wzajemności) lub wyrażenia pozytywnej opinii.

Drugi to wykorzystanie potencjału mediów społecznościowych do wygenerowania zasięgu. Takie kupowanie odsłon obarczone ryzykiem, że ktoś nie wrzuci fotki na Facebooka i Instagram. Bloger jest medium, któremu mocniej ufają internauci, dlatego też tysiąc odsłon kosztuje więcej niż 20-30 pln. Chłodna kalkulacja nakazuje blogerowi z zasięgiem 10 tys. wysłać #darlosu za 200-300 pln, bo to się po prostu zwróci.

::

#darylosu istniały na długo przed blogerami – oni je tylko nazwali. Wszelkiego rodzaju gifty były i są domeną osób wpływowych takich jak dziennikarze i celebryci. W przypadku tych drugich intencje wysyłek są aż nadto oczywiste. Trochę inaczej wygląda to w przypadku dziennikarzy, którzy bardzo często mają problem z rzeczami o dużej wartości, które przywozi 23 grudnia styrany kurier. Dziennikarz ma być podobno (ostatnio to się zmienia) obiektywny, więc powinien być wolny od wszelkiego rodzaju wpływów i manipulacji. A blogerzy? Słyszałem tylko o jednej blogerce, która odsyła gifty. Reszta z ich powodu cieszy się jak dzieci, aż im się uszy trzęsą…

::

Wielu przedstawicieli blogosfery obruszyło się z powodu publikacji Newsweeka (która po kilku godzinach została zdjęta ze strony WWW). Te kilka zrzutów ekranu pokazujących radość blogerów z powodu #darówlosu może mieć brzemienne w skutkach konsekwencje. Dlaczego? Ponieważ mogą oni być traktowani jak dzieci, które cieszą się ze wszystkiego: wafelka, świątecznej kartki, butelki alkoholu. Czy to jest pro? Raczej nie…

Jeśli zachowujemy się jak dzieci, nie dziwmy się, że tak też jesteśmy traktowani. Niestety nie mogę się oprzeć wrażeniu, że większość blogosfery czuje bardzo dużą potrzebę bycia dostrzeżonym, wybranym, ucałowanym i utulonym. Zupełnie jak… dzieci.

::

O instytucję #darówlosu wypytałem przy okazji Mikołaja Nowaka, czyli naczelnego komentatora zachowań ludzkich i blogerskich.

Co sądzisz o prezentach dużej wartości (telefony, zegarki) wysyłanych blogerom? Jak myślisz – czego oczekuje marka wysyłająca taki prezent?

Marka oczekuje darmowej reklamy – to proste. Prezent za prezent – takie zasady obowiązują dziś i pamiętaj, że to działanie perspektywiczne w kontekście budowania relacji z postaciami mającymi wpływ (Blogerzy) na swoje ogromne społeczności.
Z drugiej strony po co Bloger miałby później nawiązywać oficjalną współpracę z marką, która go wcześniej obdarowywała? Trochę overkill w każdą stronę, ale szerszej wyjaśnię to w tekście niżej. Rozpieszczanie top Blogerów na dłuższą metę nie ma sensu i szkodzi ich wizerunkowi tworząc wokół nich aurę łasych na podarki rączek. Ale nie ma nic za darmo…

Artur, obdarowywanie ma różne oblicza – pozytywne i negatywne. Chęć sprawienia przyjemności, łapówkarstwo, czy przekupstwo. W przypadku omawianego przez nas tematu chodzi o przekupstwo. Czy jako Bloger – osoba mająca wpływ na czytelników i tworząca jakość – chciałbyś być kojarzony z tak pejoratywnymi sformułowaniami?
Uważam, że Blogerów otrzymujących te prezenty po prostu na nie stać – nie muszą ich przyjmować, bo mogą je sobie kupić. Natomiast samo dawanie – szczególnie przed świętami – kiedy tyle trąbi się o akcjach charytatywnych oraz innych formach pomocy potrzebującym – o to chodzi i to drażni innych. Oczywistym jest fakt, że dawanie prezentów Blogerom jest obligatoryjne. A może to zwykła współpraca zabarwiona, by zamaskować komercyjny charakter? Pamiętaj, że większość blogów wypłynęła na niesamowitej autentyczności i szczerości twórców – komercja może atuty te podważyć, a słowo „prezent” wzbudza same pozytywne skojarzenia.
Przecież, kto daje jest szczodry, więc marka nie dość, że się promuje to jeszcze dba o PR. Te wszystkie #darylosu należy też rozpatrywać w szerszym aspekcie, a dokładniej przez pryzmat zazdrości, jaką generują. To przekłada się na buzz wokół marki i obdarowanego. Stąd ostatnia akcja z wkręcaniem czytelników (a raczej branży) w rzekome prezenty od Apple. Być może była to forma wyszydzenia tego całego procederu zwanego #darylosu? Ale Blogerzy szydzą z Blogerów? W kraju, w którym politycy szydzą z polityków, nikogo to nie powinno dziwić.
Dziś Instagram pokazał mi tylko kilka giftów jakie Maffashion otrzymała od wielu marek; Blogerka modowa zebrała wszystkie na jednym planie i zrobiła zdjęcie, które potem udostępniła na @maffashion_official via Instagram. Wątpię, aby był to element współpracy reklamowej, bo raczej Nike nie chciałby występować w jednej scenerii z Aldo, Spritem, itd., a Maff zagrała sprytnie – zrobiła wszystkim prezentom jedno zdjęcie i pozamiatała. Natomiast śmieszy mnie lansowanie się giftami niskobudżetowymi takimi jak gadżety promocyjne, o które ludzie chętnie bili się w różnych konkursach na Facebooku, czy kiedyś na Gronie. Jednak Bloger docenia gest; docenia to, że zainteresował się nim podmiot mający wpływ na innych w ujęciu masowym. To może oznaczać wyróżnienie, ale chciałbyś być wyróżniony batonikiem, smyczką i kubkiem? Ja bym się obraził ;) Z drugiej strony – obiektywnie rzeczy biorąc – od czegoś trzeba zacząć jeżeli już chce się być Blogerem obdarowywanym prezentami za swoją działalność.
Na szczęście są jeszcze Blogerzy, dla których największym prezentem – i to przez cały rok – pozostaje zaangażowanie ich czytelników w treści, które im dostarczają.

Czy zgadzasz się ze stwierdzeniem, że tego typu prezenty to forma manipulacji?

W grę wchodzi spryt i to, w jaki sposób marka jest w stanie zadowolić Blogera, by via jego połechtane ego dostać się do jego publiczności. To trochę omijanie typowo reklamowej rzeczywistości i wątpię, aby Blogerzy otrzymujący kosztowne prezenty byli na tyle głupi, że ulegaliby próbom przekupienia ich. W przypadku otrzymania kosztownego prezentu odesłałbym go i poprosił o współpracę. To byłaby dla mnie realna korzyść. Sam prezent to próba ominięcia oficjalnej współpracy, która przekłada się na moje realne zdolności biznesowe. Zatem jeżeli Bloger publikuje zdjęcie kosztownego prezentu tuż po otrzymaniu go to znaczy, że poniekąd dał się zmanipulować. Jednak energię tę można odwrócić i tu przykładem dobrego zachowania jest wg mnie Maffashion, która wrzuciła wszystko do jednego worka, wymieszała i pokazała swojej publice. I teraz pytanie – kto na kim zagrał?

Co dostał Mikołaj Nowak?

W swoim życiu byłem wynagradzany na przykład za szczególne osiągnięcia w pracy. Zdarzyło mi się dostawać jakieś zdobycze techniki natomiast nie przeszło mi przez myśl, aby się nimi chwalić na moich profilach. Jednak różnica między mną, a Blogerami jest taka, że ja nie nawiązuję współpracy reklamowej. Oni mają znacznie szerszy zasięg. Otrzymałem kiedyś propozycję od międzynarodowej firmy, że w zamian za wynagrodzenie miałbym zachwalać ich produkt na moim prywatnym profilu. Odmówiłem. To byłoby zwyczajnie nie fair w stosunku do osób, które mnie obserwują, bo ja tego produktu nie czułem i nie miałem ochoty go używać. To dość naturalna reakcja. Jestem wdzięczny ludziom obserwującym mnie za to, że poświęcają swój czas moim treściom i dlatego nie chcę im dawać tego, za co tylko ja dostałem korzyści. Nie lubię imputować w ten sposób co jest fajne, a co nie.

::

EDIT: 22 grudnia 2013

Cała sprawa z artykułem na Newsweeku wymaga sprostowania. Zamieszczam zatem komentarz Marcina Perfuńskiego, który rzuca nowe światło na całą sprawę:

„Przy całej słuszności Waszych obserwacji dotyczących zjawiska #darylosu pominęliście kilka istotnych faktów z „aferki” z Newsweekem:
- wśród 10 screenów w tamtym artykule (a właściwie galerii) tylko 4 pochodziły z fan page’y. Reszta to były PROFILE PRYWATNE (to był, moim zdaniem, główny powód zdjęcia tekstu przez Newsweek). Jak już pisałem u siebie: „Na fan page’u JESTEM blogerem, na profilu prywatnym jestem NIE TYLKO blogerem”;
- jedna osoba pokazała czekolady, które sobie KUPIŁA, a przecież tematem tekstu miał być blogerski lans za #darylosu;
- ja pokazałem prezent, który otrzymałem od Monolith Video jako pracownik Edipresse Polska, a nie bloger. Wtedy nie byłem tego pewny (dlatego wrzuciłem foto prywatnie, a nie na fan page’a), ale teraz mogę to potwierdzić oficjalnie – to nie był gift dla blogera.
- jeden z blogerów dostał prezent urodzinowy, a nie świąteczny, a to o świątecznych giftach miał traktować artykuł;
- no i tekst zawierał błędy merytoryczne, np. blog był nazywany portalem.
Newsweek zachował się w porządku i szybko usunął wadliwy materiał. IMHO sytuacja z nimi jest już czysta.”

Jednak czy usunięcie artykułu pomoże? Raczej jeszcze bardziej może zaszkodzić. Moim zdaniem Newsweek powinien zostawić galerię (bo artykułem tego nazywać nie wypada) i zamieścić przy nim odpowiednie sprostowanie. W obecnej sytuacji setki, jak nie tysiące osób, wyrobiły sobie, zapewne niezbyt przychylną, opinię na temat blogerów. Szkoda została poczyniona. Obowiązkiem tak znanego tytułu jak Newsweek powinno być wyprowadzenie Czytelników z błędu, a nie odcięcie od informacji.

Przy okazji, warto się zastanowić, czy w tej sytuacji nie wchodzi w grę prawo prasowe, które wręcz nakłada obowiązek na wydawców emitowania, drukowania sprostowań pod groźbą kary finansowej lub ograniczenia wolności.

Śmierć w newsfeedzie – case study

Jak polscy internauci zareagowali na śmierć Paula Walkera i Nelsona Mandeli? Okazuje się, że Facebook stał się na kilka dni epicentrum empatii. Jak sądzisz, Drogi Czytelniku, która śmierć wywołała największy buzz w internecie? A może zastanawiałeś się dlaczego udostępniasz (lub nie) informacje o śmierci ludzi w mediach społecznościowych? 


Nie ulega wątpliwości, że media społecznościowe wpłynęły na ludzi. Ale nie zmieniły ich w takim stopniu jak powszechnie się uważa. Raczej umożliwiły im ekspresję pewnych zachowań, uczuć i emocji. Na przełomie listopada i grudnia mieliśmy tego przykład. 30 listopada zginął tragicznie w wypadku samochodowych Paul Walker, aktor znany głównie z serii filmów „Szybcy i wściekli”. 5 grudnia natomiast  w wieku 95 lat zmarł Nelson Mandela, jeden z najbardziej rozpoznawalnych polityków i działaczy na świecie.

Dwie różne osoby, różne okoliczności śmierci. Wydawać by się mogło, że Nelson Mandela był o wiele bardziej wpływową osobą niż Paul Walker. Dodatkowo swoimi czynami (walka z apartheidem, działania na rzecz walki z AIDS, laureat pokojowej nagrody Nobla, pierwszy czarnoskóry prezydent RPA)
stał się ikoną i wzorem dla milionów ludzi ma całym świecie.

Nic bardziej mylnego – jakby to powiedział Radek z Polimatów…

Liczba publikacji

W dniach 1-9 grudnia na temat Walkera pojawiło się w polskim internecie 8830 wzmianek, z czego ponad połowa pochodziła z serwisu Facebook.com.
W dniach 5-9 grudnia na temat Mandeli pojawiło się zaledwie 1801 wzmianek. Warto odnotować, że tylko 446 z nich pochodziło z Facebooka (przy 4686 w przypadku Walkera).


Śmierć Walkera wywołała na Facebooku ponad 10 krotnie większy buzz, niż Nelsona Mandeli.

Poniżej garść danych od Newspointa:

Walker Mandela liczba publikacji w internecie
Publikacje Walker vs. Mandela (1-9 grudnia 2013)

Publikacje Facebook Walker Mandela
Publikacje Facebook Walker vs. Mandela (1-6 grudnia 2013)
 
Publikacje Twitter Walker vs. Mandela (1-6 grudzień 2013)

Warto zwrócić uwagę, że piątego dnia od tragicznego wypadku Walkera było na jego temat więcej publikacji na Facebooku, niż w dniu podania informacji o śmierci Nelsona Mandeli.

Nie starczyło „empatii” na Mandelę?

Kluczowe znaczenie może mieć fakt, że oba wydarzenia dzieli pięć dni różnicy. Czyżby wśród użytkowników Facebooka wyczerpały się „pokłady empatii” na żałobę po śmierci Walkera? Jeśli tak, to kiedy się zregenerują? Powiem szczerze: jestem przerażony tą dysproporcją „popularności” obu przykrych wydarzeń. Warto się zastanowić dlaczego tak jest.

Żyjemy w bezpiecznych czasach

Podczas tegorocznego PR Forum Grzegorz Miecugow powiedział, że mniej interesujemy się sprawami świata (Syrią, Egiptem, Ukrainą, RPA) ponieważ sami czujemy się bezpiecznie. Dlatego też konsumujemy, czasami prostacką wręcz rozrywkę („Warsaw Shore”), zamiast pielęgnować wiedzę o przeszłości. Niestety jako społeczeństwo małą mamy wiedzę na temat tego kim był i co zrobił Nelson Mandela czy nawet Tadeusz Mazowiecki. O każdym z tych wielkich ludzi można napisać książkę, a większość z nas będzie miała problem, aby w pięciu zdaniach wypowiedzieć się o ich życiu i dokonaniach.

Śmierć pozwala nam nadrabiać zaległości

Żyjemy w świecie, w którym bardzo łatwo wpaść w „pułapkę informacyjną”. Ilość treści jaka do nas dziennie dociera jest olbrzymia. Czujemy się źle jeśli nie jesteśmy na bieżąco. W pewnym momencie zaczyna nam brakować czasu nawet na organizowanie i filtrowanie tego co do nas trafia. Nieświadomie poddajemy się i przyjmujemy wszystko. Idealnym przykładem tego jest są takie formaty jak „Warsaw shore” czy „Miłość na bogato” – oglądamy je „dla beki”, tłumaczymy sobie, że warto chociaż rzucić okiem na te treści, pomimo ich nikłej wartości dla naszego życia.
W niemal stu procentach jesteśmy „teraz”. „Teraz” nie daje nam spojrzeć w tył, zastanowić się i skorzystać ze spuścizny wielkich ludzi. Dopiero ich śmierć jest strzałem w pysk, który nas na chwilę wybudza. Zaczynamy sami szukać informacji, przekopujemy internet, czytamy książki, oglądamy filmy. Jednak mamy na to mało czasu, bo „teraz” to taka sprytna bestia, która szybko zarzuci nas kolejnymi treściami, związanymi ze zmarłą personą…

Jak umierać, to z efektami specjalnymi

Pomimo całych moich rozważań odpowiedź na pytanie dlaczego śmierć Walkera odbiła się większym echem niż Mandeli, jest banalnie prosta. Południowoafrykański przywódca zmarł w wieku 95 lat z powodu przewlekłej choroby. Nagłej śmierci Walkera towarzyszyło natomiast wiele różnych okoliczności: wypadek samochodowy, powrót z imprezy dobroczynnej, przekroczenie prędkości, nieskończone zdjęcia do nowego filmu. Ogólnie rzecz biorąc – było i jest o czym dyskutować.

::

Śmierć jest zawsze trudnym tematem. Zwłaszcza jeśli chcemy ją umiejscowić, nadać jej kontekst, lub po prostu zrozumieć. Każdy z nas radzi sobie z nią na swój indywidualny sposób. Media społecznościowe są tylko narzędziem, które to bardziej eksponuje. Jednak warto się zastanowić czy powinniśmy uzewnętrzniać się na portalach społecznościowych.

Prawda jest taka, że ani nie stajemy się sami bardziej empatyczni w ten sposób, ani postrzeganie naszej osoby przez znajomych nie ulegnie zmianie. Bo w dzisiejszym świecie i tak zwycięzcą zawsze będzie „teraz”…

::

Dane dostarczył: 

Koniec ery fan page’y

Facebook się zmienia. Bardzo powoli, ale konsekwentnie. Już nie jest radosnym miejscem spotkań i jarmarkiem dla marek, które hurtowo zakładają fan page’e. Na dobre skończyły się czasy, kiedy wystarczyło założyć stronę, zrobić konkurs fotograficzny, żeby zyskać kilkadziesiąt tysięcy fanów, których możemy codziennie atakować naszym „tłustym contentem”…


Zasięg postów

Według najnowszych danych przedstawionych przez edgerankchecker.com przeciętny zasięg postów tej jesieni wynosi 12,6 proc. liczby fanów. „Serce i Rozum” mając ponad 2 mln fanów dociera pojedynczym wpisem do około 160 tys. z nich. W sumie w innych mediach, aby dotrzeć do takiej liczby odbiorców każdego dnia trzeba wydać całkiem spory budżet. Facebook jeszcze nam to daje, ale z każdą zmianą edgeranka daje coraz mniej.Dlaczego? Bo najważniejsi są użytkownicy serwisu, a oni (my) w końcu zaczęli się irytować zbyt dużą liczbą wpisów marek, które wypierały to co ich do serwisu przyciągnęło – informacje z życia naszych znajomych.
Przy ponad miliardzie użytkowników koszty infrastruktury są olbrzymie. Nic zatem dziwnego, że Facebook (zwłaszcza po wejściu na giełdę) szuka nowych źródeł dochodu lub zabiera „gratisy” w postaci darmowego zasięgu fan page’y.

Facebook jest skuteczny

Przy dobrze przeprowadzonej kampanii koszt leada na Facebooku jest kilkukrotnie niższy niż w innych mediach. Zdecydowanie przyciąga to uwagę (i budżety) klientów. Zarówno tych dużych jak i małych, lokalnych. Wszystko dzięki bardzo dokładnemu targetowaniu i możliwości wyboru rodzaju rozliczenia. Serwis staje się w coraz większym stopniu miejscem dla marketingu efektywnościowego. Spadające zasięgi fan page’y ograniczają natomiast skuteczność działań wizerunkowych. Nadchodzi czas, aby zmienić KPI naszych działań. Od nowego roku zapomnijmy o ilości fanów, polubień, komentarzy czy PTAT. Nasze myśli powinny skierować się w stronę liczby przekierować na stronę WWW, instalacji aplikacji mobilnych czy dokonanych transakcji.

Facebook „prefered marketing developers” (PMD)

Ręka do góry kto o nich słyszał. A teraz ręka do góry kto wie o co w tym chodzi.
Już dawno pisałem, że agencje social media są rakiem, który przejmuje część pieniędzy w drodze pomiędzy klientem a Menlo Park. Facebook postanowił mieć je pod kontrolą i chce z nimi ściśle współpracować. Oczywiście nie ze wszystkimi.
Jeśli Twoja agencja wykorzystuje unikatowe narzędzie/rozwiązania w swoim regionie, aktywnie pozyskuje klientów, a całość działań jest oparta na Facebooku to masz szansę dostać jedną z czterech odznak (badga): Pages, Apps, Insights, Ads. Od tej chwili możesz czerpać z wiedzy Facebooka, będziesz dostawał zaproszenia na konferencje gdzie pojawią się klienci. W przypadku posiadania badga adsowego uzyskasz możliwość rozliczania się z Facebookiem na zasadzie CPA (niedostępnego dla przeciętnego śmiertelnika).
Miałem przyjemność niedawno uczestniczyć w takiej konferencji w Warszawie. W przeciwieństwie do spotkań organizowanych przez #branże, o których jest głośno na pół roku wcześniej, to było przeznaczone dla bardzo konkretnych osób. Dlatego też z uwagą śledziłem prawie wszystkie wystąpienia. I powiem Wam szczerze – dawno nie dostałem tak dużej porcji wiedzy. Co więcej, była dla mnie jak wybudzenie z matrixa. Wypowiadali się nie tylko przedstawiciele Facebooka z Marcinem Brusiem na czele, ale również rodzimi klienci (Getin Bank, Play) i przedstawiciele zagranicznych PMDów.

Nie oszukujmy się – zawsze chodzi o pieniądze, o to, żeby sprzedawać. Nikt nie chce wydawać pieniędzy w błoto. To, w którą stronę zmierza Facebook przekonało mnie do marketingu efektywnościowego. Niestety pokazało mi też miejsce w szeregu jakie zajmuje nasza branżunia i jej masturbowanie się wynikami zaangażowania.

Więcej na temat PDMów -> kliknij  

Dlaczego kończy się era fan page’y i kto na tym straci?

Po pierwsze Facebook nie ma już raczej problemu z kierowanie swoich użytkowników na inne domeny. Dowodem tego jest ostatnio wprowadzona zmiana, która zmniejsza zasięg wpisów ze zdjęciami i memami a preferuje linki do artykułów. I tak większość stron na świecie jest poubierana we wtyczki społecznościowe jak choinka na święta.
Po drugie nigdy nie zapomniał, że podstawą jego egzystencji liczba użytkowników. I nie chodzi tylko o ich ilość, ale również o przyjemność korzystania z serwisu. Marketing efektywnościowy idealnie się wpasowuje w ten obraz ponieważ oferuje reklamy pojawiające się rzadziej, ale za to lepiej konwertujące. Jeśli jednak ktoś się uprze na budowanie zasięgu to będzie mógł go dokupić w formie postów sponsorowanych.

Stracą na tym agencje, które specjalizują się wyłącznie w prowadzeniu komunikacji i ewentualnie budowaniu prostych aplikacji konkursowych (na nie też moda przeminęła). Skoro wpisy na fan page’u ciastek czy serka wiejskiego docierają do małej ilości fanów to po co je zamieszczać? Po co płacić agencji za 30 wpisów w miesiącu? Lepiej zapłacić za 10 a pozostałą kwotę przeznaczyć na ich promowanie.

::
A jak Wy widzicie przyszłość Facebooka? Jakie działania marketingowe będą dominowały na serwisie w 2014 roku?