Cechy content marketingu

Jestem ortodoksem jeśli chodzi o content marketing. Prowadzę swoją małą, prywatną wojnę o to, żeby to pojęcie było oznaką porządnie planowanych i przeprowadzanych działań promocyjnych, a nie tylko kolejną modą i trendem. Taką, jaką były media społecznościowe. Dlatego też marketing treści powinien przede wszystkim uczyć, odpowiadać na pytania oraz inspirować.

Czytaj dalej

Why so forex?

Dlaczego spekulacja na rynku Forex jest tym, co tygryski lubią najbardziej? Czego nauczyłem się podczas miesiąca grania? Czym się różni od hazardu? Poniżej moja opinia, czyli osoby, która wciągnęła się w rynek, ale wie, że czekają ją jeszcze miesiące praktyki, zanim osiągnie sukces.

Jeśli ktoś rynkiem Forex zajmuje się zawodowo, to musi być jedna z najtrudniejszych, a zarazem najbardziej pasjonujących prac. Nawet pomimo tego, że 8h dziennie siedzi się przed monitorem komputera, tabletu… czasami obu na raz. A zwłaszcza, jeśli uwielbiał strategie (lub dalej uwielbia) typu Panzer General, w których musi  szybko analizować każdy swój ruch i jednocześnie przewidywać kolejny ruch przeciwnika.

W Forex Twoim przeciwnikiem jest wykres otwartej przez Ciebie pozycji. Na jego kształt wpływają decyzję tysięcy graczy na całym świecie, rządy krajów oraz decyzje wpływowych banków centralnych. Twoje pieniądze nigdy nie będą miały większego wpływu na wykres niż milionowa część procenta. Tak więc płyniesz z tym prądem (co jest najbezpieczniejsze) i czekasz na dogodny moment, żeby z niego się wyłamać. Takimi momentami są dane gospodarcze oraz ważne momenty, które odczytujemy z historycznych danych wykresu.

To jest właśnie to, co odróżnia Forex od hazardu. Jeśli chcesz osiągnąć sukces musisz mieć wiedzę i śledzić dane z rynku. Oczywiście możesz spekulować bez tego, ale gwarantuję Ci, że szanse są nawet mniejsze niż w kasynie (poza tym w kasynie jest przyjemniej). Dodatkowo hazard nie wymaga od gracza tak istotnych na Forexie cech jak sumienność i dyscyplina.

I właśnie wyżej wspomnianą sumienność i dyscyplinę można ćwiczyć spekulując na rynku Forex. Samobójstwem jest zostawianie otwartych pozycji bez ustawionych tak zwanych stop lossów (automatycznych zleceń zamknięcia pozycji, gdy zaczyna przynosić duże straty).

Poniżej trochę statystyk z mojego konta:
liczba zawartych transakcji (otwartych pozycji): 90
zyskowne transakcje: 56,6 proc.
transakcje kupna: 61,1 proc.

Najczęściej zawierane pozycje (rodzaj, liczba, procent zyskownych transakcji):
EUR/USD, 20, 60 proc.
USD/JPY, 18, 61,1 proc.
USD/CAD, 14, 57,1 proc.

Pomimo tego, że ponad 50 proc. moich transakcji było zyskownych, to i tak jestem stratny ponad 5 tys. złotych na koncie. Wszystko za zaprawą jednej pozycji GBP/USD, którą musiałem zamknąć ze stratą aż 6,5 tys. Wszystko przez podstawowy błąd w myśleniu zarówno uczestników rynku Forex, jak i graczy w kasynie: „kiedyś musi się odbić”.

Dlatego też, każdego kto chce zacząć przygodę z rynkiem Forex zachęcam do 2 rzeczy.

1. Otwarcia najpierw konta/rachunku demo, gdzie nie obracamy prawdziwymi pieniędzmi. Ja grałem na koncie od X-Trade Brokers.
2. Uczestniczenia w webinariach i uczenia się od doświadczonych osób. Wierzcie mi, lub nie, ale czasami jedna linia narysowana na wykresie przez doświadczonego tradera może Wam otworzyć oczy na wiele rzeczy. Zapraszam do Akademii Forex.

::

Macie doświadczenia na rynku Forex? Opiszcie je w komentarzach! Mam jeszcze kilka książek „Forex dla bystrzaków” do rozdania!

Wpis o niczym

Siedzę sobie z Troyannem w kawiarni na Powiślu. Kawiarni jakich wiele. Maciek pisze na swoim ajMaczku wpis na blogaska. Zrobiło mi się głupio, gdy zdałem sobie sprawę, że w tym czasie bezproduktywnie przeglądam strumień spamu na Facebooku. Postanowiłem też coś skrobnąć… tak powstał wpis o niczym.

Bo co? Opiszę jak mi smakowała mrożona mocha (zanim pomyślałem o zrobieniu foci na Insta już ją wypiłem)? Zdam relację z miejsca i jakości obsługi? Cholera. Nigdy o tym nie pisałem, więc nie byłbym rzetelny. Poza tym nie jestem regularnym bywalcem dziesiątek takich miejsc w miesiącu. Potem naszła mnie kolejna myśl. Znajomy bloger opisał jak promować w social media hotele. Może pierdolnę notkę o tym, jak powinny się promować kawiarnie? Temat całkiem, całkiem… ale czy kiedykolwiek zajmowałem się promocją takowych? Raczej nie. Może jak będę prowadził jakiś mały coffee shop na warszawskiej Pradze to się skuszę.

Cholera. Przy drzwiach stoi urocza blondynka w mini. Paczy sobie co ja tam skrobię i bawi się włosami. Cwana ma okulary przeciwsłoneczne więc nic z jej oczu nie wyczytam. No, ale może będzie dla mnie inspiracją? W końcu mam doświadczenie w kontaktach z kobietami (jak niemal każdy mężczyzna powyżej 18 roku życia). Trzasnę coś o tym jak postępować z kobietami, czemu są takie wspaniałe i w ogóle. Tylko kurde gdzie ja tam upcham marketing i social media? Zresztą pewien czas temu pisałem o podrywie na Facebooku, więc trzeba jeszcze trochę odczekać.

A może na szybkości ogarnę wywiad z Maćkiem? Ale jak mu to zaproponowałem to zrobił taką minę:

No to chociażby jakiś mały poradnik w 7,9 lub 13 punktach. Jak zachować się w kawiarni? 11 sposobów na zagadanie do dziewczyny. 3 i pół wskazówki jakie zdjęcia wrzucić na Tindera, żeby mieć więcej trafień (sic!). W sumie może ktoś to nawet przeczyta, zainspiruje się, skorzysta. Ale czy to nie jest tak, że każdy z nas, niezależnie od tego czy jest, czy nie jest blogerem, może takie poradniki trzaskać?

I tak, rozkminiając o czym mogę napisać, powstał ten wpis. Wpis o niczym ;-)

SuicideGirls: social media z tatuażami

 

Serwis społecznościowy, który utrzymuje się w dużej mierze z opłat członkowskich, u jego podstaw leży user generated content i uskuteczniał content marketing zanim to było modne? Jeśli znasz głównie Facebooka, Twittera czy Instagram może wydawać Ci się to niemożliwe. A jednak. Takie właśnie jest SuicideGirls.com!


Czym jest SuicideGirls.com? Jest wspólnotą ludzi o bardzo konkretnych zainteresowaniach i specyficznym guście jeśli chodzi o kobiece piękno (guście, który również ja podzielam). Głównymi treściami jakie znajdziecie na serwisie to erotyka w klimatach pin-up, gotyk, punkrock – czyli dużo tatuaży, kolczyków, tuneli i grzywek.

Oprócz treści w postaci zdjęć i wideo, każdy użytkownik serwisu, może pisać bloga czy brać udział w dyskusjach na forum. Jest też sklep online, który oferuje ubrania i gadżety z brandem SuicideGirls.

Źródło: www.facebook.com/SuicideGirls

Modelki SuicieGirls

Jednak najważniejsze są kobiety, które mogą pochwalić się mianem modelek SuicideGirls. W chwili obecnej tego zaszczytu dostąpiło ponad 2600 wytatuowanych dziewczyn z całego świata. Są one gwiazdami serwisu, mają najwięcej followersów (taka funkcja też istnieje), a jeśli ich sesja zdjęciowa trafi na główną stronę dostają 500 dolarów.

- Pierwszym krokiem do zostania SuicideGirl jest wypełnienie zgłoszenia na suicidegirls.com/model
- mówi Selena Mooney, założycielka serwisu w mailowym wywiadzie dla Whysosocial.pl. - Wymagamy, aby nasze modelki miały przynajmniej 18 lat. Szukamy dziewczyn, które są pewne siebie i mają predyspozycje do bycia SuicideGirl. Nie wymagamy tatuaży czy piercingu, jednak są one mile widziane.

Najlepiej sens słów Seleny tłumaczy wideo promocyjne, do którego obejrzenia gorąco zachęcam ;-)

Spytałem założycielkę serwisu również o to, czym jest serwis dla jego użytkowników i modelek.
- Dziewczyny SuicideGirl mają przede wszystkim radość z pozowania do zdjęć, poznawania nowych osób dzięki serwisowi, który jest pełny wspaniałych, wspierających ludzi – mówi Selena. – Większość modelek odpowiada bez zastanowienia, że ich ulubionym benefitem przynależności do społeczności jest zawieranie nowych przyjaźni. Wiele z nich bierze też udział w konwencjach tatuażu, komiksów, podróżuje, gra w teledyskach albo uczestniczy w innych projektach.

Na serwisie nie znajdziecie też reklam, co moim zdaniem jest jego ogromną zaletą. Głównym źródłem utrzymania  są opłaty członkowskie (12 dolarów za miesiąc lub 48 za rok). Potwierdza to Selena:
- Serwis utrzymuje się z kilku źródeł, a opłaty członkowskie są jednym z ważniejszych. Model biznesowy bardzo się zmienił od momentu powstania strony – nie przypuszczaliśmy, że media społecznościowe będą miały tak ogromny wpływ na internet! Wydaliśmy też wiele książek, komiksów, filmów oraz mamy własną, podróżującą grupę burleski!

Burleska w klimatach Gwiezdnych Wojen. Źródło: facebook.com/SuicideGirls

Historia i zasięg SuicideGirls.com

SuicideGirls.com powstał niemal 13 lat temu (wrzesień 2001) w Portland z inicjatywy Seana Suhla oraz wspomnianej już Seleny Mooney. Obecnie siedziba znajduje się w Los Angeles. Poniżej kilka kluczowych statystyk dotyczących serwisu i jego obecności w mediach społecznościowych:

- ponad 5 mln odwiedzających miesięcznie
- ponad pół miliona użytkowników z kontami 
- 51 proc kobiet
- wiek 18-24 58 proc., 25-34 34proc., 35+- 8 proc.
- ponad 6,1 mln fanów na Facebooku
- 1,5 mln obserwujących na Instagramie
- zdjęcia obrandowane logiem SuicideGirl docierają każdego dnia do 10 mln osób
- na stałe w serwisie pracuje 15 osób. Poza tym w treści tworzone przez serwis zaangażowanych są setki fotografów, modelek oraz miliony fanów, którzy są olbrzymią częścią jego sukcesu.

Wśród SG są również dziewczyny z Polski. Oto jedna z nich – LAF
Źródło: www.facebook.com/aleksandrawydrychphotography

Wspólnota, nie społeczność

Cechą charakterystyczną serwisu jest to, że skupia osoby o bardzo konkretnych zainteresowaniach. Nie ma raczej w nim osób z przypadku – zawdzięcza to głównie płatnemu członkostwu. Więzi pomiędzy poszczególnymi użytkownikami są bardzo mocne, mocniejsze niż w przypadku największych serwisów społecznościowych. Dlatego SuicideGirls możemy spokojnie nazwać wspólnotą, a nie społecznością.
Serwis jest też tak na dobrą sprawę platformą blogową. Więc każda z modelek (jak i zwykłych użytkowników) zamieszczając zdjęcia, wideo czy wpisy prowadzi swojego bloga.
Czy przyszłość mediów społecznościowych będzie należała właśnie do takich serwisów? Jak uważacie?

Jak prowadzić fan page?

Amerykańskie serwisy aż kipią od tego typu treści. Problem w tym, że od kilku miesięcy, z powodu spadającego zasięgu wpisów, wskazówki w nich zawarte są coraz mniej skuteczne. Trzeba ugryźć temat z zupełnie innej strony, co też uczyniłem w poniższym wpisie.

Czytaj dalej